Home > Aktualności > Cala paleta baroku

Barwy, które wyłaniają się w Kościele Pokoju spod wiekowej patyny, brudu i przemalowań, tworzą niezwykle różnorodną paletę. Jest tu czerń sadzy i czerń kostna, uzyskiwana ze spalonych kości, o cieplejszej tonacji.

Dalej cała gama brązów: ugry, sieny (naturalna i palona, o bardziej oranżowym odcieniu), umbra naturalna, raczej szarozielona i umbra palona, ciepła, dominująca na emporach. Na ambonie, ołtarzu i prospekcie organowym pojawia się czerwień angielska. – To barwnik historyczny tak rzadko stosowany, że trudno go dzisiaj kupić – opowiada konserwator Ryszard Wójtowicz. W barwach ciepłych mieści się jeszcze żółcień cynowa widoczna także na emporach. Wśród czerwieni/fioletów zaskoczeniem był caput mortuum, dosłownie „martwa głowa”, czyli czerwień żelazowa, która pojawiła się m.in. na ołtarzu. – Zdumiało mnie, że tak dobrze się zachowała, pięknie kontrastując z bielą – dodaje konserwator. Wśród braw zimnych jest sporo ultramaryny. W średniowieczu był to niezwykle kosztowny barwnik, droższy od złota, pozyskiwany ze sproszkowanego kamienia półszlachetnego lapis lazuli, sprowadzanego z Bliskiego Wschodu. Często zastępowano go tańszym azurytem (barwnikiem miedziowym). W świątyni widnieje również jaśniejszy od ultramaryny ceruleum, czyli blady błękit nieba.

Oprócz bieli barytowej i ołowiowej pojawia się także szypolen, czyli biel polerowana, zwana królewską, typowa w XVIII wieku. To nie tyle farba, co technika: nakładano kilkanaście cienkich warstw kredy i kleju ze skór zwierzęcych, każdą polerowano po wyschnięciu, a całość pokrywano werniksem z szelaku, czyli naturalnej żywicy pozyskiwanej z owadów. Taką szklistą biel naśladującą marmur czy alabaster widać teraz doskonale m.in. w rzeźbach postaci arcykapłana Aarona, Mojżesza, Jana Chrzciciela i innych fragmentach ołtarza, ambony czy szafy organowej. Nazwa szypolen pochodzi z włoskiego „cipolla”, cebula. Soku z cebuli i czosnku, o właściwościach antyseptycznych, dodawano do podłoża, żeby zabezpieczyć drewno przed szkodnikami.

– Natomiast jeśli chodzi o zielenie, dopiero jesteśmy w fazie badań. Na okładzinach ścian mamy prawdopodobnie ziemię zieloną i malachit – mówi konserwator. – Na pewno kościół w oryginale nie był, tak jak teraz, zdominowany przez brudną zieleń. To efekt kiepskich przemalowań sprzed wieku, które zafałszowały obraz świątyni. Ta mroczna tonacja jest zaprzeczeniem baroku, który lśnił od barw, złota i srebra. Także w tym kościele złoto i srebro uzupełniają kolorystykę, łącznie z laserunkami na srebrze imitującymi złoto i żywe barwy czerwieni i zieleni.

 

Złoty okazał się m.in. baranek nad ołtarzem, wcześniej czarny od brudu.

– Przypuszczaliśmy, że będzie raczej srebrny lub biały – dodaje Ryszard Wójtowicz. Farby, którymi ozdabiano świątynię przed wiekami – rodzaj pigmentów, spoiwa, technika nakładania – są badane w laboratoriach na UMK w Toruniu i w niezależnych pracowniach.